18.01.2016

Kąpanie słonia w Kambodży jest fajne

Nie mogłam nie zobaczyć słoni. Uparłam się, że koniecznie chcę spędzić z nimi dzień, pojeździć na nich czy chociaż im się poprzyglądać. Niedopomyślenia było dla mnie opuścić ten wspaniały kraj bez spotkania z nimi. Z tego też względu specjalnie zmieniłam swoje plany i skierowałam się do rzadziej odwiedzanych zakątków Kambodży do miasta Sen Monorom.




Interesując się tematem buszowałam w internecie na temat oferowanych wycieczek w Kambodży i możliwości jazdy na słoniu. Na TripAdvisorze natknęłam się na bardzo interesujący projekt, który z zysku z  oferowanych wypadów do buszu wspierał lokalną społeczność i walczył o zaprzestanie ekstensywnej wycinki lasów tropikalnych.

Projekt Mondulkiri 

Lokalna społeczność szukając nowych form zarobku pozwala na nielegalny wyrąb lasów ze swoich terenów. Lasy znikają w zastraszającym tempie także przez skorumpowaną politykę rządu i wydawanie koncesji na wycinkę wietnamskim przedsiębiorcom. Celem projektu jest zainwestowanie zdobytych pieniędzy na ochronę lasu oraz utworzenie programu hodowlanego dla słoni.
Zarówno las jak i słonie są magnesem przyciągającym turystów, którzy biorą udział w trekkingu po buszu ze słoniami równie chętnie jak ja. Sam projekt to błyskotliwy pomysł Pana Lee który w Sen Monorom się wychował, jest twórcą projektu i posiadaczem niewielkiego hostelu w samym środku przepięknego lasu.


Marne życie słonia
 
Na wolności żyje niewielka grupka słoni, większość jest w posiadaniu lokalsów, którzy wykorzystują je do pracy przy transporcie drzewa lub turystycznie. Po to żeby biali za kilka groszy mogli przewieść się na jego grzbiecie, co jak się okazuje nie jest obojętne dla słoniowego zdrowia...
To kilkutonowe zwierzę nie jest przystosowane do takiego wysiłku, a jego kręgosłup nie nadaje się do targania cielsk turystów.  Proces wymuszania posłuszeństwa u słoni mrozi krew w żyłach i polega on na zastraszaniu i maltretowaniu zwierzęcia i tutaj każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie czy chce być jego częścią.
Słonie wykorzystywane do przejażdżek jak i te pomagające przy wycince drzew  tresuje się od małego poprzez początkowo przetrzymywanie ich w niewielkich drewnianych klatkach bez dostępu do wody i jedzenia. Mały słonik "szkolony" w ten sposób zaczyna być posłuszny po okresie około 3 tygodni w trakcie którego zabrania się mu spać i nakłuwa metalowymi hakami, gdy mały stawia opór. Haki te wykorzystuje się też później podczas przejażdżek wbijając je w przednią część głowy, najbardziej czułe miejsce na ciele. Tresura nie polega na powstaniu więzi między człowiekiem a zwierzęciem, opieki wieloletniego opiekuna i wzajemnego szacunku. To powolny proces zastraszania i bicia. Ponadto słonie "pracujące" nie dożywają wieku dojrzałego gdyż w związku z kilkugodzinną aktywnością nie mają czasu na jedzenie co na wolności zajmuje większą część dnia. Niestety słoń nie nauczył się sam wozić turystów. Nie czerpie z tego przyjemności. Dlatego bądźmy świadomi konsekwencji naszych decyzji i nie decydujmy się na tego typu atrakcje za wszelką cenę.


Te fascynujące zwierzęta można też podziwiać i wejść z nimi w interakcje bez kaca moralnego. Wystarczy skorzystać z opcji karmienia, spędzenia z nimi czasu bez przejażdżki na plecach. To wszystko.

Dlatego tak bardzo polecam wycieczkę do Sen Monorom i wsparcie Projektu Mondulkiri, który jak już wspomniałam nie tylko angażuje lokalną społeczność, walczy z nielegalną wycinką lasów ale też wykupuje słonie od prywatnych właścicieli. Wcześniej męczone, mogą na swojej emeryturze na luzie przechadzać się po buszu i być kąpane i karmione cały dzień przez podekscytowanych turystów.

Trochę więcej informacji na ten temat można znaleźć TU klik. Poznać Pana Lee i umówić się z nim na wycieczkę jest bardzo prosto, wystarczy napisać do niego maila mondulkiriproject@gmail.com
Cena jednodniowego wypadu to 50 dolców, dwudniowy trekking, chilling ze słoniami i nocleg w lesie to 70 $ (banany dla słoni Inclusive).

jedziemy z Panem Lee do lasu.. na horyzoncie częściowo wykarczowane lasy


trąba jest głodna więc zaczynamy karmić

każdy dostaje po kilka kiści bananów i można nimi dysponować pomiędzy słoniami, które podejdą.. z własnej woli.. czasami przychodzą dwa czasami wszystkie a zdarza się też żadnemu się nie chce z turystami użerać :)

my poznaliśmy Princessę

Pan Lee opowiada trochę o lesie, przed nami krótki trekking w poszukiwaniu słoni

Princessa pozwoliła nam się wykąpać
szorowaliśmy szczotą

potem dołączyła do nas Sophia

trochę bardziej nieśmiała, której można było przyglądać się z daleka

Sophią zajął się jej opiekun


dalej szorujemy..

Sophia pozuje do zdjęć




Niezależnie od tego czy akurat znajdziemy się w tym rejonie Kambodży, czy będzie to Tajlandia nie korzystajmy z opcji jazdy na słoniu. Podejmujmy świadome decyzje bez przyczyniania się do maltretowania zwierząt. Też wykąpcie słonia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz