30.04.2016

Brugia - dla romantyków i czokoholików

Brugia to cudowne belgijskie miasto, które zachowało swój średniowieczny klimat. Kiedyś najbogatsze miasto portowe na północ od Alp i członek Hansy. Wciąż roztacza swój średniowieczny klimat, a jego głównym źródłem utrzymania jest turystyka a co za tym idzie małe rodzime sklepy z czekoladą, które wydają się świetnie prosperować pomimo tego, że jest ich niemożliwa ilość i są dosłownie na każdym kroku.





 Tam gdzie fontanny czekolady tam i Basha. Dlatego też na Święta Wielkanocne wyrwałam mojego lubego do tego romantycznego zakątka opływającego w czekoladę i zabytki a efektem naszych wojaży są zdjęcia, na które zapraszam!





 Pierwsze praliny jedliśmy zaraz po wejściu do miasta. Tu na zdjęciu kokosowa.

Brugge jest także kolebką malarstwa flamandzkiego, niestety jestem okropnym ignorantem jeśli chodzi o sztukę i mimo, że rozpoznałam niektóre dzieła dzięki mglistym wspomnieniom z lekcji w liceum nie potrafię nic mądrego na ten temat powiedzieć poza tym, że "ładne były" :)



Wiele względnie mądrych rzeczy dzięki zdobytemu wieloletniemu doświadczeniu umiałabym za to powiedzieć na temat czekolady.. do tego wybraliśmy się do muzeum w którym wiedzę swoją mogłam pogłębić i oczywiście konsumować produkt bez którego nasza egzystencja na tym świecie nie miałaby sensu. Muzeum Czekolady to wypas!! Naprawdę polecam, jest super poprowadzone, po drodze dostajemy kilka darmowych próbek a na koniec pokaz cukiernika i jeszcze trochę więcej czekolady do spróbowania!
Niżej filmik na którym Pan opowiadał nam trochę o czekoladzie i mówił dlaczego nie powinniśmy trzymać jej w lodówce. Strona internetowa Muzeum "Choco Story" KLIK.



 I chociaż tak jak wspomniałam sklepiki z wyrobami czekoladowymi są wszędzie i tak ma się wrażenie, że każdy jest przepełniony wygłodniałymi turystami. Może brać się to również z faktu, że w Brugge byliśmy właśnie w okresie świątecznym. A ponieważ Belgijczycy są dumni i kochają swoją czekoladę jest ona nieodłączną częścią świętowania. Każdy zatem wybiera się po świeże produkty, prosto z rodzinnych wytwórni, żeby zaopatrzyć swoich najbliższych np. w czekoladowe jajka.. jak przystało na Wielkanoc.
I chociaż nastawialiśmy się na nieco mniejsze tłumy turystów ze względu na niedawne zamachy terrorystyczne na lotnisku w Brukseli..och jakże się myliliśmy. Wiedzieliśmy że Brugge jest magnesem na turystów i jest do tego jednym z nielicznych miejsc gdzie tak bardzo mi to nie przeszkadzało..





Bez spróbowania belgijskich frytek lepiej nie wracać w ogóle do domu.... Bo wstyd! :) Tutaj jemy fryty klasycznie ja- z keczupem i mój luby mniej klasycznie- z keczupem o smaku curry. Taka średnia porcyjka kosztuje 3 EUR (na zdjęciu), duża 3,30. Frytki smażone dwukrotnie w tłuszczu mają bardziej chrupiącą skórkę.




Może nieustannie wysoki poziom cukru we krwi powodował, że przymykałam oko na rzeczy które normalnie mnie drażnią. Będąc na highu cukrowym (dokładniej cukrowo-tłuszczowym bo frytki też się jadło) nie przeszkadzali mi turyści z selfie stickami i ci wchodzący mi w moje idealne zdjęcie. Spacery wzdłuż kanałów poza zatłoczone centrum są też jak najbardziej wskazane. Bo widoki i kamienice równie piękne a ludzi tam już prawie nie ma. Zawsze zastanawiał mnie ten ewenement.. dlaczego tylko nieliczni wyrywają się z zatłoczonych deptaków?

Niżej fryteria znajdująca się na rynku po przecinej stronie Belfortu (83 metrowej wieży) zdecydowanie polecam tam spróbować belgijskich frytek!








 
Wracając do czekolady i uroczych małych cukierni, ich wybór jest ogromny. Niektóre należące do znanych belgijskich sieci (Godiva, Guylian, Galler) inne, małe sklepiki, są własnością rodzin od pokoleń..
Jeden z nich według mnie zasługuje na szczególną uwagę. Jest to sklep Chocolate line który w swoim asortymencie oprócz naprawdę pysznych klasycznych czekoladek ma też takie perełki jak praliny o smaku bekonu, sake, chilli, herbaty czy marihuany! ;)
My również zaopatrzyliśmy się w przedziwne smaki, niektóre z nich degustowaliśmy po powrocie do domu. Nie obyło się bez sesji zdjęciowej dla czekoladek.



 Idąc od góry zgodnie ze wskazówkami zegara: świnka: smak bekonowy, łabądz: karmelizowany kokos, Lavende: marcepan lawendowy, pomarańczowy: nie pamiętam:(, zielone jajo: biała czekolada z galaretką limonkową i kremem, The: herbata Earl Grey, Usta: Gin Bombay, pomarańczowy prostokąt:orzeszki piniowe z kalamansi, żółta: likier jajeczny, ciemna okrągła: marcepan z pomarańczami w Cointreau, cygaro: marzepan o aromacie kubańskiego cygara, Sake: krem z sake, łezka w kropki: białą czekolada, chilli, limonkowa galaretka i rum, papryczka chilli: krem z chilli, biała okrągła:chyba nugat?, i wasabi: krem i marzepan z wasabi.

Było pysznie!!! Nawet trochę kontrowersyjne smaki jak czekoladka o smaku kubańskiego cygara czy boczku okazały się przepyszne!

Polecam też przepłynąć się kanałami Brugi i przed wyruszeniem obejrzeć sobie film z Collinem Farrellem kręcony właśnie w tym mieście. Nie zwracajcie uwagi na Collina który mówi w filmie, że miasto to "shit hole" (zadupie), ma do tego swoje powody ;)
 Pies z trailera (1:47 minuta) często przesiaduje w tym oknie nad kanałem.. sama go widziałam! Jest on zaraz obok szpitala Świętego Jakuba ;)




Reasumując: zakochane grubasy i wielbiciele klimatycznych miejsc wbijajcie do Brugi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz