19.06.2016

Romantyczny Szlak - Niemcy, Część 1. zaczynamy od Würzburga

Zachęcona zdjęciami i opowieściami o najpiękniejszym szlaku Niemiec Basha uznała, że jest to wręcz idealne rozwiązanie na spędzenie urlopu w Niemczech we dwoje. Szlak ten wypromowany w latach 50 rozciąga się na 400 km trasie od Würzburga po same Alpy niemieckie i miejscowość Füssen. Wsiedliśmy w samochód a pierwszym przystankiem podczas naszego romantycznego wypadu był właśnie barokowy Würzburg.



Sama trasa prowadzi głównie przez piękne wiejskie landszafty rozbudzając wyobraźnie głównie turystów z Japonii i Korei Pd. Znajduje się ona na liście top atrakcji w Niemczech nie bez powodu. Jadąc sobie przez urocze drogi krajowe, mijając małe średniowieczne miasteczka i wioski, dojeżdżamy do zapierających dech w piersiach Alp. Podróżując po Romantycznej Drodze nie natkniemy się na dużo "akcji". Jest ona raczej dla estetów którzy lubią podróżować samochodem. Dlatego po drodze spotkamy dużo przyczep campingowych. A tam gdzie przyczepy campingowe tam i dziadki a wśród nich my..

Razem z emerytami w kamperach rozpoczęliśmy nasze wakacje od Würzburga. Würzburg czyli historyczne miasto i pyszne frankońskie wino, dużo wina, wino wszędzie! Malownicze winnice okalają całe miasto a jego wielbiciele mogą kosztować lokalne wino w każdej okolicznej knajpie. Ci którym tego wina mało mogą wybrać się w podróż szlakiem wina niemieckiego. My tym razem skoncentrowaliśmy się jednak na Romantycznym Szlaku a ten Winiarski zostawimy sobie na kiedy indziej.

Kto by pomyślał, że wino tak dobrze im wychodzi i mają oni taką obsesję na jego punkcie. W końcu winem zajmowano się nawet w okolicznym szpitalu również robiącym wrażenie na odwiedzających (Burgerspital). Tam w szpitalnych blisko 700 letnich piwnicach przechowuje się takie skarby jak wino z rocznika 1893 i pozostałe 750 000 litrów leżakujących w starych dębowych beczkach. Nie chce myśleć jaka atmosfera panowała tam za starych dobrych czasów, gdzie wszyscy od lekarza przez pielęgniarki i pacjentów cały czas drinkują, bo mając tak łatwy dostęp do winna ciężko sobie go odmówić..
To tylko moja wyobraźnia oczywiście, ale jakże dramatyczny i zarazem wesoły byłby to szpital.



Burgerspital

W Würzburgu warto także walnąć sobie lampkę, kulturalnie i nienachalnie podziwiając twierdzę Marienberg, zagryzając je bawaryjskim preclem i białą kiełbasą. Tak też zrobiliśmy. Zaskoczeni klimatem niewielkiej knajpy serwującej poza winem i lokalnym piwem wszystkie dostępne rodzaje kiełbachy i kapusty, czyli to czego oczekuje się po Bawarii.


 Wprawdzie klientela to weseli dziadkowie +65 z zaskoczeniem w półuśmiechu kiwający w naszym kierunku, ale nie specjalnie nam to przeszkadzało. Widocznie młodzi nie przesiadują w tego typu knajpach. Na pewno mają dość knedli i jedzą fit sałatki. Emeryci bełkając swoim lokalnym niemieckim, którego za nic nie byłam w stanie zrozumieć, umilają sobie emeryturę spotykając się z przyjaciółmi. Oj jak różni oni są od babć naszych polskich w chustkach, czy też beretach, do których się przyzwyczaiłam. Może następne pokolenie naszych emerytów będzie bardziej zrelaksowane i rozrywkowe tak jak ci tutaj bawaryjscy? A dokładniej mieszkańcy Frankonii.

Mówię o tym ponieważ nigdzie indziej jak tutaj odrębności regionalne nie są aż tak ważne. Bawaria z tendencjami separatystycznymi chce być oddzielona od Niemiec, ale nawet w samej Bawarii istnieją istotne przynależności regionalne. Mimo, że administracyjnie Frankonia to część Bawarii, różnice widać gołym okiem m.in. w tym, że Frankowie w odróżnieniu od Bawarczyków preferują właśnie wino, podczas gdy na południu króluje jednak piwko.

Ale nie samym alkoholem człowiek żyje. Po posileniu się lokalnym jadłem ruszyliśmy na mały spacerek do pięknie położonej twierdzy Marienberg. Bardzo polecam przejść się parkiem (Landesgardenschaupark) prowadzącym bezpośrednio na wzgórze do twierdzy a nie podjeżdżać tam bezpośrednio samochodem. To krótkie podejście jest atrakcją samą w sobie a spacer rozpoczniemy od przejścia przez Friedensbrücke kierując się w stronę Marienberg.

Landesgardenschaupark


Marienberg
widok z twierdzy



Z góry twierdzy, położonej oczywiście wśród winnic, rozpościera się widok na miasto i jego główną atrakcję - rezydencję arcybiskupa, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
rezydencja biskupa


Rezydencja to przepiękne barokowe zdobione wnętrza w olbrzymiej części odnowione po zniszczeniach II Wojny. Z Marienberg starym mostem Głównym przypominającym nieco ten w Pradze, wrócimy z powrotem do centrum miasta żeby podziwiać ową rezydencję.












Praktycznie: 
rezydencja arcybiskupa - wstęp kosztuje 7,50 EUR i zdecydowanie polecam zainwestować bo przy jego zwiedzaniu kopara opada

Marienberg - park prowadzący do twierdzy i sama twierdza dostępna jest bezpłatnie

Burgerspital - czyli szpital w którym handluje się winem. W soboty można wziąć udział w wycieczce i zwiedzić piwnice szpitala

Jedzenie: Biała kiełbasa z prezlem 4 EUR, lokalne piwo 2,90 EUR

Nocleg: Zależało nam na czymś nietypowym i tanim więc zdecydowaliśmy się na camping i spanie pod gwiazdami. Taka przyjemność kosztuje około 20 EUR od pary








I jak wam się podoba Würzburg? To dopiero pierwszy stop na romantycznej drodze, będzie tylko piękniej i bardziej romantycznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz